niedziela, 30 listopada 2008

Les 2 Alpes 3600


Nareszcie! Właśnie wczoraj było otwarcie sezonu narciarskiego na stacji Les 2 Alpes. Oczekiwaliśmy wszyscy na ten dzień w utęsknieniu, od dnia 18 września kiedy dostaliśmy klubowy kalendarz imprez narciarskich. Oczywiście przed oficjalnym otwarciem sezonu również były organizowane wyjazdy np. do Tignes (miejscowość goszcząca zawody rangi światowej) lub też tygodniowe zgrupowanie w przerwie Toussaint.

Swoje przygotowania rozpocząłem 3 tygodnie wcześniej od poszukiwania sprzętu. Oferta wypożyczalni nart jest następująca: za jeden dzień koszt wypożyczenia kompletnego sprzętu narciarskiego to 16-17 euro; jeżeli wypożyczamy na cały sezon (do maja) to będzie to kosztowało 150-160 euro. Najbliższa wypożyczalnia jest w 5 minutach piechotą od naszego miejsca zamieszkania. Prowadzą tam również sprzedaż sprzętu nowego i używanego. Udało mi się znaleźć narty Rossignol (z wiązaniami) za 40 euro. Narty były w dość dobrym stanie jak na swój wiek, widać było że są po profesjonalnej renowacji (ślizgi bez rys, krawędzie naostrzone). Bez zastanowienia kupiłem te narty – jak się później okazało była to najlepsza oferta w okolicy. Następnie udałem się do komisu w którym kupowałem rower (Troc Sport). Tak jak w Polsce większość sklepów sportowych która latem sprzedaje i serwisuje rowery w zimie przerzuca się na spoty zimowe. W tym komisie okazał się duży wybór butów narciarskich po przystępnej cenie. Znalazłem buty Salomon za 30 euro, które najlepiej pasowały na moją stopę. Kupiłem tam również używane spodnie narciarskie za 15 euro oraz kijki za 3 euro. Podsumowując wydałem 88 euro za sprzęt razem ze spodniami, a więc taniej niż w wypożyczalni. No i można będzie odsprzedać po zakończeniu sezonu.

Na kampusie działa uniwersytecki klub narciarski WWW.ecole-de-glisse.com . Karta wstępu do klubu kosztuje sporo bo aż 30 euro, ale korzyści jakie płyną z jej posiadania zwracają się już po dwóch wyjazdach na narty. Klub organizuje wyjazdy do 4 stacji narciarskich: Les 2 Alpes 3600(WWW.2alpes.fr), Les 7 Laux, St Pierre de Chartreuse i Tignes. Organizacja obejmuje transport, karnety całodzienne (3 razy tańsze niż na miejscu), oraz szkółki narciarskie i snowboardowe. Przykładowo wyjazd w tygodniu do L2A kosztuje 12,20(transport) + 10,20(karnet)=22,40euro, a w weekend karnet jest o 3,30 euro droższy. Karnet kupowany na miejscu kosztuje bagatela ponad 30 euro. Transport na stoki odbywa się autokarami z kampusu i z miasta – ilość autokarów dopasowana jest do liczby chętnych. Na rozpoczęcie sezonu z wyruszyło 7 autobusów wypchanych po brzegi studentami.

Po 1,5 godzinnej jeździe krętymi alpejskim dróżkami autobus parkuje niedaleko głównego wyciągu. W kasach głównych należało wymienić bilet zakupiony w klubie na kartę magnetyczną – sprawdzana jest wówczas karta klubowa (ze zdjęciem). Obok kas formują się grupy szkółek narciarskich. Kategorię narciarskie są od A do E, gdzie A to grupa zupełnie początkująca a grupa E jest dla osób, które potrafią wszystko i jeżdżą po najtrudniejszych trasach pod okiem instruktora. Ja zapisałem się na poziom D – instruktorzy biorą po 10 osób pod swoją opiekę. Niestety instruują po francusku – dlatego ja tylko kiwałem głową a potem powtarzałem to co robili inni. Na szczęście w mojej grupie było kilku studentów z wymiany i mogłem się zapytać po angielsku jeśli czegoś kompletnie nie kumałem. Przed południem udało nam się pojeździć na dość wysokich trasach – najwyżej 3400m. Ok. południa pogoda się zepsuła i wyłączono kolejki prowadzące na wyższe partie.

Po południu odłączyłem się od mojej grupy - poziom był jednak za wysoki. Znalazłem czynny wyciąg krzesełkowy i sam sprawdzałem na co mnie stać na początku sezonu. Trudność tras jest oznakowana kolorami od zielonego (bardzo łatwa) po przez niebieską i czerwoną do czarnej (bardzo trudne warunki). Trasy zielone są faktycznie bardzo łatwe – nawet niewprawiony narciarz poradzi sobie ze zjazdem. A trudność trasy czarnej doświadczyłem na swoje skórze. Po przejechaniu kilku metrów straciłem równowagę, wypięły mi się obydwie narty i sunęło mnie w dół ok. 30 metrów. Na szczęście zaparłem się butami i mogłem się zatrzymać. Nic mi się nie stało – a przynajmniej będę na przyszłość wiedział czym pachnie nierozważny zjazd w trudnych warunkach.

Do tej pory nie wspomniałem nic o pięknych widokach dookoła. Pięknie się prezentują ośnieżone szczyty. Z wysokości ok. 3000m bardzo wyraźnie widać masyw Mont Blank – ponad 4800m. Zaznaczę że szczyt górujący nad wyciągami to 4100m. Zrobiłem kilka zdjęć ale byłem zbyt zajęty szusowaniem aby pobawić się w ciekawsze ujęcia. Na koniec kilka przydatnych informacji: toaleta jest za darmo na dole przy kasach, obiad (też na dole) kosztuje 12 euro po okazaniu karty klubowej, gorąca czekolada w restauracji na wyższych partiach 3,70. Bardzo fajnie jest rozwiązana sprawa bramek wpuszającyh na wyciągi. Czytnik karnetów jest na tyle duży że wystarczy tylko przejść obok i bramka się otwiera. Więc o wyciąganie karnetu, narażające go na zgubienie, możemy zapomnieć.
Zapraszam wszystkich spragnionych prawdziwych emocji białego szaleństwa. Kontakt na maila.

piątek, 14 listopada 2008

Residence Condillac


Tytuł posta mówi sam za siebie – rezydencja Cadillac – czyli nasz akademik. W swoim blogu jak na razie nie rozpisuję się na tematy sensu egzystencji ludzkiej, prowadzę go raczej w formie reportażowej. Jeśli ktoś jest zawiedziony to przepraszam ale najłatwiej mi się pisze na tematy banalne, proste i dla każdego zrozumiałe. Tak też będzie tym razem.

Lokalizacja akademika
Jest bardzo korzystna: naprzeciwko przystanka tramwajowego (korzystamy z tego środka transportu niezwykle rzadko od kiedy mamy rowery (Ewa już nie ma …), ale przydaje się podczas targania ciężkich walizek wypchanych kiełbasą po powrocie z Polski). Budynki w których mamy wykłady znajdują tuż obok – wychodzimy 5 min przed zajęciami, niedaleko jest także do biblioteki, poczty. Na basen jest ok. 10 min pieszo – tyle samo do supermarketu ED w którym robimy zakupy. W naszej dzielnicy znajdują się również m.in. Geant, IKEA, Castorama, Inter Sport, wypożyczalnia nart, lombard i mnóstwo innych sklepów i marketów.

Warunki mieszkaniowe.
Co tu dużo mówić - jest tragicznie. Piszę tak nawet po 2 miesiącach mieszkania. Owszem przyzwyczailiśmy się ale nie zmienia to samego faktu. Budynek akademika składa się z 3 bloków (skrzydeł), po 8 półpięter na każdym bloku. Na jednym półpiętrze jest 14 jednoosobowych pokoi, kuchnia i łazienka z dwoma prysznicami i dwoma kabinami WC. Muszle klozetowe są bez desek - ma to zapewniać higienę. Pokój ma 2,3m szerokości i ok. 4m długości. Okno dzielone w stosunku 40/60 i zajmuje całą szerokość jednej ze ścian. Mniejsza połowa okna otwiera się w sposób przewidywalny, natomiast połowa większa jest obrotowa względem osi poziomej. Pokój jest przedzielony na dwie części dużą szafą – w jednej z części znajduje się łóżko (90cm materac piankowy) oraz biurko( ok. 130 cm 2 szuflady), w części „przedpokojowej” znajduje się umywalka. Nad umywalką wisi szafka łazienkowa z lustrzanymi drzwiczkami, która jest wyposażona w lampkę oraz gniazdko 230V (niby śmieszne ale bardzo ważne ponieważ jest to drugie i ostatnie gniazdko w tym pokoju). Nad łóżkiem mamy sporych rozmiarów regał wiszący np. na książki. Wyposażenie obejmuje także krzesło, szafkę nocną, 2 koce i 2 prześcieradła. Nie ma poduszek. Pościel wymienia się co ok 3 tygodnie.

Oświetlenie jest słabym punktem tego pokoju (a był jakiś mocny punkt?): nad biurkiem można zapalić świetlówkę o mocy ok. 60W a nad łóżkiem ok. 40W. Nie ma niestety żadnego oświetlenia górnego – taka kanciapa w której można się uczyć albo przy biurku lub w pozycji horyzontalnej na łóżku. Byliśmy uprzedzeni o maksymalnej mocy jaką można podłączyć do gniazdka w pokoju. Udało mi się zdobyć w Polsce mały czajnik o mocy 850W – dzięki Kubo&Aniu. Mieszka się z tego powodu na tyle komfortowo, że nie musimy wychodzić do kuchni (gdzie gniazdka są mocniejsze) aby zagotować wodę na herbatkę. Sprawdzaliśmy maksymalne możliwości naszej instalacji: wywala korki gdy podłączymy jednocześnie czajnik i żelazko.

Prysznice na naszym półpiętrze maja spowolniona reakcję – na ciepłą wodę czeka się ok. 10 min. Rada na to jest prosta – bierzemy prysznic na innym półpiętrze. O czystość korytarzy, kuchni i łazienek „dba” pani sprzątająca. Czynności swoje ogranicza jedynie do konserwacji płaszczyzn poziomych – podłogi, blaty w kuchni. Pionowe ściany pozostają nietknięte. Nie bez powodu też zawieszono ogłoszenie o dezynsekcji… O stan techniczny akademika troszczą się dwaj panowie konserwatorzy – niestety do profesjonalizmu tu jeszcze daleko (przy regulacji kaloryfera zalali naszej sąsiadce cały pokój).

Największy dyskomfort sprawia nam jednak Internet a raczej jego brak. Na kampusie w różnych budynkach uniwersyteckich są nadajniki sieci bezprzewodowej. Jeżeli ktoś miał szczęście (czyt. zameldował się na pocz. września) i mieszka w pokoju, którego okna są zwrócone w stronę kampusu to może łączyć się bezpośrednio z siecią. My niestety szukamy internetu w kuchni, na portierni, na zewnątrz akademika lub w bibliotece. Łapanie sygnału na zewnątrz jest mało komfortowe (warunki atmosferyczne, zimny beton) a także niebezpieczne (rozbój w biały dzień…).

Możliwe, że nasze wymagania są dość wygórowane – akademiki PK nas rozpieściły. Rozglądając się po innych akademikach stwierdziliśmy jednak że przepłacanie 3 razy tylko za to że się ma oddzielny prysznic mija się z naszymi priorytetami i możliwościami finansowymi. Opłata miesięczna za pokój w Residence Condillac wynosi 143 euro – i może być zmniejszona o kilkadziesiąt procent po zwróceniu się o dopłatę do akademika. Więc śmiało można powiedzieć że zakwaterowanie w Grenoble może być w tej samej cenie co np. w Krakowie. I tym pozytywnym akcentem chciałbym skończyć to sprawozdanie.

P.S Przy akademiku działa stołówka studencka. Obiad kosztuje 2,85 - płaci się za niego specjalną kartą magnetyczną, którą można dowolnie doładowywać. Obiady są wydawane od 11.30 do ok 13.30. W piątki, soboty i niedziele można także zjeść kolację.