Ostatni post z cyklu jak zatruć sobie życie i pozbawić siebie wolnego czasu. Tak się zlożyło, że te dwa przedmioty były obowiązkowe i pod względem trudności osiągały górny pułap. Najwyraźniej pewnym osobom przyszło do głowy, że bez tych przedmiotów nie da zarobić na dyplom UJF. Przynajmniej nie na naszej specjalności. Cóż to za przedmioty? Uważni czytelnicy pamiętają zapewne, że wszystkie przedmioty podawałem w moim poście pt Rozpoznanie. A zatem T1 - Selected topics in Continuum Mechanics, T2 - Nonlinear Numerical Methods.
Na pierwszy ogień T1. Przedmiot można w skrócie określić jako teorię sprężystości w układach krzywoliniowych. Każdy student budownictwa wie, że to ciężki orzech do zgryzienia. Najwięcej trudności sprawiało nam na początku podporządkowanie się nowej notacji. Francuzi słyną ze swoich wielkich teoretyków, a po to żeby być jeszcze większym teoretykiem najlepiej wymyślić wlasną notacją której nie ma w innych książkach. Do tego najlepiej nie upraszczac notacji innych teretyków tylko rozbudować wlasną do takiego stopnia żeby każde błahe obliczenie zajmowało kilka liniek hieroglifów. Hmm ponioslo mnie. Przepraszkam. Kontunuując powiem że gdyby nie notacja mielibyśmy całkiem przyjemną naukę tego przedmiotu. Niestety notatki w formie elektronicznej były dostępne tylko w języku francuskim, więc warto było chwytać każde słowo rozszerzające jakiś wzór.
Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się że nasi włoscy koledzy uczęszczają na dodatkowe zajęcia do naszego wykładowcy. Wyglądało na to że dwugodzinny wyklad następnie był tłumaczony przez następne trzy. Cóż, my nie skorzystaliśmy z tych konsultacji. Chyba z takich pobudek że nie chcieliśmy przychodzić całą grupą i mówić że niestety ale nic nie kumamy z tych zajęć. Choć była to szczera prawda. Udawaliśmy prznajmniej przed prowadzącym i przed sobą że nie potrzebujemy tego. Niestety zajęcia zasadnicze słabo nas przygotowały do egzaminu. Na ostatnich zajęciach rozwiązywaliśmy zadanie z zeszłego roku - w ciągu dwuch godzin nie przerobiliśmy nawet 1/3 i jak sie okazało wychwycono błędy w rozwiązaniu. Powstaje pytanie: jak oceniano kolegów w zeszłym roku?
Sam egzamin miał trwać trzy godziny. Na początku jednak prowadzący tłumaczył przez 40 min o co chodzi w zadaniach i jak mamy rozumieć każde pytanie. Byłem zdegustowany - po to ma się cały semestr wykładów żeby każdy student wiedział jak sie zabrać za zadania. Oczywiście mogliśmy korzystać ze wszelkiego typu pomocy naukowych oprócz komputerów. Na nic się to jednak nie zdało - polska grupa skończyła egzamin jako pierwsza. Po prostu wyszliśmy z sali. Wyniki nie są nam potrzebne z tego przedmiotu. Wiemy że musimy zdawać ponownie.
Kolejny przedmiot obowiązkowy zrobił na nas wrażenie trudniejszego od tego drugiego. Ale okazało się, że egzamin był nieco łatwiejszy, a przynajmniej wiedzieliśmy czego od nas wymagają. Na zajęciach zajmowaliśmy sie metodami numerycznymi oczywiście w podejściu teoretycznym. Szkoda. Lubiałem metody numeryczne na PK, a zwłaszcza jak coś sie w końcu wyświetlało na monitorze (magia). Zaczęliśmy oczywiście od podstaw, czyli od metod linowych, które następnie były rozwijane do metod nieliniowych. Notatki do zajęć były sukcesywnie wysyłane przed każdym wykładem i miały postać skryptu. Natomiast (podobnie do T1) prowadzenie wykładu było raczej tradycyjne - czyli pisanie na tablicy.
Na egzaminie mieliśmy trzy obszerne zadania i żadnych pomocy naukowych. Pytania dotyczyły wybranych rozdziałów naszego małego (146 stron) skryptu. I jak to zwykle bywa w życiu studenta los pada na najtrudniejsze rozdziały. Sposobem na zdanie tego egzaminu mogło być jedynie wykucie na pamięć całego wykladu. Po egzaminie dostaliśmy dodatkowo (koło ratunkowe?) artykuł naukowy do streszczenia. Podobno w zeszłym roku punkty zdobyte ze streszczenia były kumulowane z punktami z egzaminu i niektórym udało się w ten sposób zaliczyć ten trudny przedmiot.