Na przełomie października i Listopada we Francji uczniowie oraz studenci mają tydzień wolnego tzw Toussaint, czyli Wszystkich Świętych. Postanowiliśmy nie marnować takiej okazji na siedzenie w akademiku i uczenie się mechaniki. Przygotowania do podróży zaczęliśmy tydzień wcześniej. Aby zwiedzić jak najwięcej i być niezależnym od rozkładu pociągów i autobusów zaczęliśmy szukać taniej wypożyczalni samochodów. Ceny wahały się w okolicy 250 euro za 5 dni, a w Hertz policzyli mi nawet 589. Najtaniej wypadł Budget – 178 euro za nowego Seata Leona wraz z ubezpieczeniem. Drugą zaletą była lokalizacja wypożyczalni – 5 min od akademika.
Myślą przewodnia naszej wycieczki było „zwiedzić jak najwięcej jak najmniejszym kosztem”. Dowiedzieliśmy się o taniej sieci hotelowej Formuła - hotelf1.com. Oczywiście postanowione było że śpimy w 3osobowym pokoju w 5 osób. Ceny pokoju od 29 do 38 eur w zależności od lokalizacji hotelu. Zaplanowaliśmy pierwszy nocleg w Marsylii i złożyliśmy rezerwację przez Internet.
Wyruszyliśmy w piątek po przerwie obiadowej. My czyli Dorota, Ewa, Dorota z PG, Agnieszka z UP i ja. Prawie wszystkie autostrady we Francji są płatne – ok. 10 euro za 100km. Jechaliśmy więc drogami pobocznymi które są bardzo często wzdłuż autostrad tyle że zahaczają o większe i mniejsze miejscowości. Do pierwszego punktu naszej podróży dotarliśmy po 5 godzinach jazdy. W zupełnych ciemnościach podziwialiśmy pięknie oświetlony Pont du Gard – słynny akwedukt jeszcze z czasów rzymskich. Znajduje się on pomiędzy miastami Avignon i Nimes. Ten dorobek cywilizacji jest dziś nie lada atrakcją turystyczną. Całe zwiedzanie jest profesjonalnie zorganizowane: wielki parking (5 eur), park dokoła, sklep z pamiątkami a także multimedialna prezentacja o historii akweduktu. Oczywiście nie mogliśmy skorzystać z tych atrakcji o tak późnej porze.
Nasza podróż się przedłużała i baliśmy się spóźnić do hotelu aby nie stracić rezerwacji, więc wyskoczyliśmy na autostradę na odcinku z Avignon do Marsylii. W centrum miasta byliśmy ok. 23, niestety zajęło nam godzinę znalezienie naszego hotelu. Wszystkie hotele F1 są budynkami z systemowych płyt i mają taką samą architekturę różnić się mogą jedynie ilością skrzydeł. Portiernia jest czynna 24h na dobę. Zamówić można śniadanie – bardzo drogie 3,9 za osobę. Pokój jest niewielki, mieści jednak lóżko dwuosobowe, pojedyncze łóżko piętrowe, telewizor, małe biurko, krzesło i umywalkę z lustrem. Toalety i prysznice są na korytarzu. Najważniejsza rzecz – nie dostaje się klucza do pokoju tylko kod, który otwiera jeszcze bramę na parking i wejście główne do budynku gdyby portiernia była nieczynna. Często te hotele zlokalizowane w okolicach centrów handlowych.
W sobotę z samego rana pojechaliśmy na zwiedzanie Marsylii. Obawiałem się o drogie parkowanie ale udało się znaleźć bezpłatne miejsce w niewielkiej odległości od centrum miasta. Będąc w miejscu turystycznym we Francji warto od razu udać się do biura turystycznego – można dowiedzieć się co jest do ciekawego do obejrzenia oraz za darmo otrzymać plan miasta. Tak też postąpiliśmy w Marsylii i innych miastach. Marsylia jest miastem typowo portowym – jest to drugi pod względem wielkości port w Europie. Stare miasto skupia się dookoła starego portu w którym parkują mniejsze łodzie i jachty a także stateczki oferujące kursy po okolicznych wyspach. Po krótkim spacerze wg punktów zaznaczonych na mapie w biurze turystycznym trafiliśmy na wystawę muzeum z czynna wystawą Van Gogha i Monticelli. Nawet wstęp za 4 euro nie powstrzymał nas przed obejrzeniem dzieł wielkich mistrzów na żywo. W drugiej połowie dnia zwiedziliśmy fort Świętego Mikołaja i Ogrody Książęce. Przed zachodem słońca weszliśmy na górującą na miastem katedrę Notre Dame. Z wysokości można było ogarnąć wzrokiem całą Marsylię a także zobaczyć piękny zachód słońca.
Pożegnaliśmy Marsylię nad ranem i wyruszyliśmy na Lazurowe wybrzeże. Po drodze minęliśmy miasta Cassis (słynne z białego wina) i Toulon. Przed południem dotarliśmy do Saint Tropez – miasteczko znane m.in. z serii Przygód Żandarmerii z Louis de Fines. Samo miasto nie zrobiło na nas wrażenia – w niedzielę w każdej prawie miejscowości odbywa się targ w Saint Tropez również. Było dość tłoczno i głośno więc zrezygnowaliśmy ze zwiedzania a zamiast zrobiliśmy piknik na plaży. Sprawdziliśmy też temperaturę wody Morza Śródziemnego pod koniec października. Porównać mogę z Jeziorem Solińskim latem, które jest zimniejsze. Tego samego dnia pod wieczór wstąpiliśmy do Cannes – miasteczko które gości co roku prestiżowy festiwal filmowy. Przed Pałacem Festiwalowym umieszczone są odciski dłoni gwiazd filmowych i słynnych reżyserów m.in. Andrzeja Wajdy, Sharon Stone, Romana Polańskiego a nawet Różowej Pantery. Na zwiedzanie czegokolwiek jednak było już za późno więc pojechaliśmy do hotelu który znajdował się w miejscowości Villeneuve Loubet przy drodze między Antibes i Niceą.
W poniedziałek rano odjechaliśmy trochę od wybrzeża w głąb Prowansji do miasta Grasse. Miasto słynie z licznych fabryk perfum i zostało opisane w bestsellerze Pachnidło. Postanowiliśmy zwiedzić fabrykę Fragonard zachęceni darmowym zwiedzaniem (po angielsku) wraz z przewodnikiem. Fabryka chociaż jest zabytkowa nadal wytwarza niektóre esencje. Poznaliśmy niektóre tajniki sztuki perfumeryjnej – niestety nadal przy wydobyciu zapachu z kwiatów używa się tłuszczów zwierzęcych. Po zwiedzaniu mieliśmy krótką zabawę w rozpoznawaniu podstawowych zapachów a następnie przeszliśmy do sali z gotowymi wyrobami fabryki. Pani zaprezentowała kilka perfum a potem powiedziała że ma dla nas specjalną ofertę – rabat 30% jeśli zakupimy razem 5 perfum. Oczywiście dziewczyny się skusiły na tę promocję: 35 euro za 60ml markowych perfum to chyba niewiele.
Po południu tego samego dnia udaliśmy się do Nicei. Przysłowie głosi „zobaczyć Niceę i umrzeć”. Nie umarliśmy ale miasto jest faktycznie ładne i zadbane. Ma też bardzo długą piękną plażę. W Nicei obejrzeliśmy z zewnątrz zabytkową katedrę prawosławną oraz byliśmy na wystawie Matissa. Wieczorną porą wybraliśmy się na wzgórze w zabytkowej części miasta i podziwialiśmy uroki nocnej Nicei.
Na ostatni dzień naszej wyprawy zostawiliśmy Antibes i Monaco. W Antibes podziwialiśmy nad ranem piękne jachty i łodzie w wielkim porcie. Następnie udaliśmy się do muzeum Picassa. Niestety największych dzieł artysty nie było ale zgromadzone dzieła w pełni ukazywały najbardziej twórcze okresy artysty. Antibes zachwyciło nas najbardziej malowniczymi uliczkami i klimatycznym nastrojem. Około południa dojechaliśmy do Monaco – w tym państwie wybraliśmy do zwiedzenia tylko jedno miasto Monte-Carlo. W tym mieście każdy szczegół jest dopracowany – miejsca jest niewiele więc budynki jakie powstają zachwycają architekturą i bogactwem. Nawet przejście podziemne jest wyłożone różowym marmurem. Zobaczyliśmy budynek słynnego kasyna tylko z zewnątrz – wejście 10 euro i na pewno nie wpuścili by nas w zwykłych strojach. Niestety zaczął padać deszcz a zwiedzanie czegokolwiek za duże pieniądze nam się nie uśmiechało więc postanowiliśmy zakończyć zwiedzanie.
Powrót zaplanowany do Grenoble zaplanowany był na środę rano. Podpadłem dziewczynom gdy obudziłem je o 3.20 ponieważ zapomniałem przestawić godziny w komórce. Opuściliśmy Lazurowe Wybrzeże o 4.15. Aby zaoszczędzić na czasie, nie przepłacać za autostrady, oraz zmieścić się w limicie kilometrów narzuconym przez wypożyczalnie samochodu wybrałem trasę przez Alpy Prowansalskie. Trzecią część bardzo krętej trasy jechaliśmy w bardzo gęstej mgle. Z jednej strony kilkusetmetrowa przepaść a po drugiej pionowa skała. O świcie dotarliśmy do miasta Digne i dalej skierowaliśmy się szeroką doliną w kierunku Gap. Temperatura systematycznie spadała i za miastem Gap spotykaliśmy samochody z 15cm warstwą śniegu na dachu. Po kolejnej wspinaczce serpentynami zobaczyliśmy śnieg. Następnie śnieg był już nawet na grodze i samochód zaczynał wpadać miejscami w poślizg. Temperatura w wynosiła -1oC. Jechaliśmy tą samą drogą co autobus, który się rozbił 1,5 roku temu… W tej chwili wszędzie są ustawione zakazy wjazdu dla autobusów oraz zalecenia dla kierowców by hamowali silnikiem. Na szczęście wszystko odbyło się sprawnie a my mieliśmy piękne widoki na ośnieżone góry.
Po 7 godzinach jazdy byliśmy z powrotem w Grenoble. Łącznie przejechaliśmy 1230km. Cóż wycieczka była udana – mogliśmy zobaczyć Lazurowe wybrzeże, Marsylię, Pont du Gard, Grasse i to wszystko za rozsądne pieniądze. Polecam serdecznie taki sposób podróżowania po tej okolicy.