sobota, 11 października 2008

Pierwsze dni


Na dworcu czeka na nas Olivier - student z Grenoble który odbywał praktyki w Gdańsku. Dorota i Maria z Politechniki Gdańskiej były z nim wcześniej omówione. Olivier tłumaczy nam jak dojechać do naszego akademika, a także pomaga kupić bilety na tramwaj w automacie. Na szczęście przystanek, na którym musimy wysiadać ma taką samą nazwę co nasza rezydencja - Residence Condillac. Nazwa niech czytelnika nie zmyli - to nie ma nic wspólnego z rezydencją ani z Cadillackiem :). Budynek jest z końca lat 60 XX wieku - tzw. wielka płyta.

W recepcji mila pani sprawdza listę i oznajmia mi ze mnie na niej nie ma. Dodaje też, że o 20 będzie portier z polski i może z nim ustalimy tę niezgodność. Na moje szczęście na razie dziewczyny dostały klucze i pozwoliły mi wnieść swoje walizki do siebie.Pierwsze wrażenie o warunkach jakie panują w akademiku są mało przyjemne (widoczne na zdjęciach). Nie rozpakowujemy walizek i wymyślamy opcje ucieczki z tego lokum.

Portier polskiego pochodzenia wydaje mi pokój na tym samym półpiętrze na którym mieszkają dziewczyny. Nie dowiadujemy sie od Mariana (portiera) nic szczególnego ale podniesieni trochę na duchu postanawiamy jeszcze zostać - przynajmniej jedna noc.
Moj pokój okazuje sie być w trochę mniejszym stanie degradacji niż pokoje dziewczyn. Po lekkiej renowacji da się tu wytrzymać przez cały rok. Za tym akademikiem przemawia nie tylko cena (143 EUO) ale też i lokalizacja - nasz wydział znajduje sie dosłownie w stu krokach.

Następnego dnia ok 8.30 udajemy sie do administracji akademików. Tam udaje nam sie zameldować używając łamanej francuszczyzny. Kosztuje nas to bagatela 323 EUR= 180 kaucja zwrotna + 143 czynsz za wrzesień. Dostajemy tez skierowanie do biura ubezpieczeń aby ubezpieczyć swoje 9m^2. Następnie udajemy sie do budynku głównego UJF (Univesite Joseph Fourier). Na parterze dostrzegamy biuro Erasmusa: witają nas mile panie i szybko załatwiają potrzebna rejestracje w ich biurze. Dostajemy także torbę pełną przewodników, mapek i ulotek rożnych studenckich organizacji.

Następnie udajemy sie nasz wydział. Niestety nie zastajemy Pani, która sie zajmuje rejestracją wiec idziemy na spacer ponieważ akurat sie zaczyna przerwa obiadowa. Od 12 do 14 we Francji można pomarzyć o załatwieniu czegokolwiek - otwarte są jedynie hipermarkety, stacje benzynowe i niektóre apteki. Natomiast tylko i wyłącznie w tej przerwie są otwarte stołówki studenckie. Jedna z nich znajduje sie w naszym akademiku. Po przerwie udaje nam sie trochę posunąć do przodu sprawę rejestracji na uczelni - zdobywany różowa karteczkę.

Następnie nie zwlekając jedziemy do banku aby otworzyć konto. W centrum miasta wstępujemy do biura informacji turystycznej gdzie dostajemy adresy banków a także kserokopię planu miasta. Trafiamy do banku, który ma specjalna placówkę dla cudzoziemców - mamy obsługę po angielsku. Otwieramy konto bieżące oraz dwa konta oszczędnościowe. Dlaczego dwa? Otóż jedno jest przeznaczone dla młodzieży ma większe oprocentowanie ale limit środków, drugie ma niższe oprocentowanie ale bez limitu. Na razie podróżujemy po mieście tramwajem - bilet jednorazowy 1.4eur - bardzo drogo wiec zastanawiamy sie nad kupnem rowerów.

Brak komentarzy: